Zanim opowiem wam jak historia przebiegła dalej uważam za celowe przedstawienie kim tak naprawdę są nasi bohaterowie. A przynajmniej jak są postrzegani.

Na koźle wozu siedzi powożący końmi łysawy, nieogolony od dobrych kilku dni mężczyzna o surowym spojrzeniu, lat około trzydziestu. Mówi iż nazywa się Wili Wilim i pochodzi z jednego z miast Imperium, bliżej nieokreślonego. Sprawia wrażenie flegmatycznego i zblazowanego typa.  Jeżeli nie musi, stara się nie angażować w walkę. Gdy sprawy przybierają zły obrót jest wtedy bezlitosny i skuteczny. Wykorzystuje każdą najdrobniejszą przewagę nad przeciwnikiem – to może być kufel, łyżka, bruk uliczny, katapulta bądź najzwyklejsza pałka.  Od czasu do czasu popija z bukłaka wino, którego jest wielkim miłośnikiem.

Wili jest jedną z najważniejszych osób w kompanii. Dlaczego? To on uzgadnia ceny, targuje się i negocjuje kontrakty. Załatwia kredyty i dzieli łupy. Zna się na tym i zna wartość każdego przedmiotu na wozie. Czy bierze od tych czynności prowizję dla siebie? A czy niebo jest niebieskie i słońce świeci? Pewnie że tak. To jest jego praca.

Jego praca… taaa… Niemal wszystkie interesy w które angażuje się Wili są w niejakiej sprzeczności z obowiązującym prawem. "Księgowy" – tak go nazwali – twierdzi iż po prostu dostarcza ludziom to czego potrzebują. Ktoś to przecież musi robić. To działalność społeczna. A że ludzie ludziom są nieżyczliwi i wymyślają jakieś dziwne zakazy? Krok za krokiem wpływy Pana Willim stają się jednak coraz większe a zakres kontaktów poszerza się.

Zostawmy więc tego społecznika i spójrzmy na następną osobę.

Za nim na wozie siedzi ładna, około trzydziestoletnia kobieta o długich ciemnych włosach. Wokół niej rozrzucone na kocach leżą różne pergaminy i książki. Erina – oczywiście naprawdę nazywa się zupełnie inaczej – to najbardziej wykształcona osoba w drużynie, a z racji prowadzanego przez nią przyspieszonego kursu pisania dla drużyny, nazywana jest też za plecami "nauczycielką". Tak naprawdę Erina jest kapłanką nikomu nieznanego boga Yakta-Oya. Mówi coś o równowadze, teologizuje o wędrówce dusz, a wieczory i poranki spędza na medytacjach rozsypując wokół czarny i biały piasek, czym doprowadza Borysa do szału, gdy ten musi otrzepywać koce i sienniki. Erina prowadzi coś w rodzaju dziennika w którym opisuje co ważniejsze wydarzenia z życia drużyny, a z racji poprzedniego zawodu – szkutnika – jest nieoceniona przy wszelkiego typu naprawach bądź demontażach mechanicznych urządzeń.

Za wozem podąża dwójka elfów i trudno o bardziej kontrastowe osoby. Niczym noc i dzień.

Ona pochodzi z Lorien i należy do leśnych elfów. Postawiono przed nią niezwykłe wyzwanie i w związku z tym miota się trochę w świecie ludzi. Brakuje jej głębokich zieleni leśnych a zachowanie ludzi doprowadza niemal do szaleństwa. Magia jaką włada jest dzika, niepohamowana i zupełnie niezrozumiała. Tak też się zachowuje. W większości wypadków niezrozumiale. Ale.. "może jest w tym jakiś sens" jak mówi Wili.

Seikar idzie na końcu drużyny, jako swoistego rodzaju zabezpieczenie militarne. Miecz, skórznia, koszulka, rząd noży i paskudnie chłodne oczy. To wystarcza by chłopi cofnęli się o krok, a potem uciekli. To wszystko oczywiście na pokaz. W głębi ducha to marzyciel, który wiecznie szuka nowych miejsc do zobaczenia. Uroczysko, Dolina Śmierci, Grób Drachenfelsa, Wodospady Brzasku. "Tyle świata do zobaczenia". Co nim kieruje? Ciekawość świata i chęć zysku. Właśnie w tej kolejności – przynajmniej tak mówi. Ma mroczną, naprawdę mroczną przeszłość związaną z rodzinnym domem  i liczy że ona nie wróci. W końcu, po tylu latach wśród ludzi przyzwyczaił się do nich na tyle, że jak sam mówi "mogę nawet czasem pójść do burdelu i wziąć ludzką kobietę bez takiego wewnętrznego odczucia, że robię to z owcą". On i Wili są najbardziej zaprzyjaźnieni – może z racji doświadczenia, może z hedonistycznego podejścia do życia.

Oto oni – Damy i Dżentelmeni.

Łotrzykowskie historie Dam i Dżentelmenów

BringMeThatHorizon Rosomak Bohun